Średnia cena mieszkań w Krakowie: 13867 zł/m2 • EUR: 4.2293 • DOL: 3.5936 • FUNT: 4.8568 • FRANK: 4.5555 • Stopa procentowa: 4,00

Ruczaj czeka na rondo. Projekt gotowy, rzeczywistość stoi w miejscu

Od momentu, gdy mieszkańcy złożyli petycję w sprawie przebudowy skrzyżowania ulic Kobierzyńska i Lubostroń, minęły już ponad dwa lata. Choć miasto dysponuje kompletną dokumentacją, a urzędnicy oficjalnie przyznają, że problem jest realny, w terenie nie wydarzyło się absolutnie nic. Jedno z najbardziej problematycznych miejsc komunikacyjnych na Ruczaju wciąż funkcjonuje w formie, którą radny Dzielnicy VIII Dębniki, Piotr Rusocki, określa bez ogródek jako skrajnie niebezpieczną.

Ostry kąt, słaba widoczność i brak podstawowej infrastruktury

Ulica Lubostroń pełni dziś rolę jednej z głównych dróg zbiorczych tej części Krakowa. Jej włączenie w Kobierzyńską odbywa się jednak pod ostrym kątem, co znacząco ogranicza pole widzenia kierowców. W praktyce oznacza to trudne i stresujące manewry, wymagające dużej ostrożności oraz… szczęścia.

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że modernizacja Lubostronia sprzed kilkunastu lat kończy się około 150 metrów przed skrzyżowaniem. Ten krótki odcinek pozostaje pozbawiony chodnika i oświetlenia, mimo że okolica intensywnie się zabudowuje, a ruch – zarówno samochodowy, jak i pieszy – z roku na rok rośnie.

Autobus wśród poboczy i słupów

Na nieprzebudowanym fragmencie ulicy funkcjonuje także przystanek komunikacji miejskiej. Autobusy kursują regularnie, a liczba pasażerów jest wysoka. Problem w tym, że infrastruktura przystankowa praktycznie nie istnieje – znak, kilka słupów wbitych w pobocze i brak bezpiecznego dojścia.

Jak podkreśla radny, kierowcy MPK Kraków od dawna zgłaszają problemy z przejazdem przez ten fragment, jednak likwidacja linii nie wchodzi w grę. Autobus jest tu codziennym środkiem transportu, a nie dodatkiem, z którego można po prostu zrezygnować.

Wszystko przygotowane… poza finansowaniem

Wbrew pozorom nie jest to historia o braku koncepcji. Miasto zleciło opracowanie pełnej dokumentacji przebudowy Lubostronia aż do Kobierzyńskiej, wraz z budową ronda. Wydano również decyzję ZRID, co oznacza, że inwestycja przeszła kluczowe etapy formalne. Dodatkowo zawarto porozumienia z właścicielami sąsiednich działek dotyczące współfinansowania zadania.

Mimo tego projekt nie ruszył, ponieważ w budżecie miasta wciąż nie zabezpieczono środków na jego realizację. Co więcej, mieszkańcy, którzy wystąpili z petycją, do dziś nie otrzymali jednoznacznej odpowiedzi, kiedy można spodziewać się rozpoczęcia prac.

Kilka milionów złotych kontra realne bezpieczeństwo

Choć dokładne kwoty wymagają aktualizacji, mowa o inwestycji rzędu kilku milionów złotych. To wydatek relatywnie niewielki w skali całego miasta, zwłaszcza jeśli zestawić go z efektami: poprawą płynności ruchu, czytelnością skrzyżowania i bezpieczeństwem wszystkich użytkowników – kierowców, pieszych oraz pasażerów autobusów.

Jak zaznacza radny, nie jest to projekt estetyczny ani „kosmetyka” przestrzeni. Stawką jest ograniczenie realnego ryzyka wypadków. Pytanie brzmi, czy miasto zdecyduje się działać zawczasu, czy dopiero po zdarzeniu, którego można było uniknąć.

Dlaczego inwestycja utknęła?

Jednym z powodów może być położenie inwestycji poza ścisłym centrum. W warunkach napiętego budżetu łatwiej przeforsować duże, medialne projekty niż lokalne, choć niezwykle istotne, poprawki infrastrukturalne. Tymczasem w tym przypadku panuje rzadki konsensus – zarówno urzędnicy, jak i mieszkańcy są zgodni co do potrzeby przebudowy.

Zdaniem radnego trudno znaleźć osobę, która regularnie porusza się w tym rejonie i uważa skrzyżowanie za wygodne lub bezpieczne.

Lepiej zapobiegać niż reagować

Mieszkańcy nie domagają się spektakularnych projektów ani architektonicznych wizji. Oczekują podstaw: bezpiecznego ronda zamiast nieczytelnego skrzyżowania, chodnika i oświetlenia na brakującym fragmencie ulicy oraz normalnego przystanku autobusowego.

Dziś pytanie nie brzmi już „czy”, ale „kiedy”. I czy miasto zdecyduje się być mądre przed szkodą, zamiast reagować dopiero wtedy, gdy niebezpieczne miejsce zapisze się w statystykach wypadków.